Jestem wściekła :-D Do finały przeszła Sabina Jeszka i Me, myself and I. Ja osobiście wolałabym żeby w finale znalazł się Damian Skoczyk. Trzymałam za niego kciuki bardzo wytrwale, a po usłyszeniu werdyktu p. Foremniak rozczarowałam się... Nawet po poliku spłynęła mi łza, bo szkoda mi się zrobiło ;-(
Kliknij tutaj aby przesłuchac jak Damian śpiewał na castingu.
Zakochałam się w nim od razu ;) Uważam że Sabina nie powinna przjeśc, gdyż... znowu śpiewała takie smęty... No nie wiem. Apel do Damiana!
Nie poddawaj się! Bo MASZ TALENT!!! ( i tak też uważają wszystkie moje koleżanki ;))
sobota, 30 października 2010
Wykorzystaj w pełni swój mózg!!!
Czyli co jeśc żeby lepiej myślec???
1. Brazylijskie orzechy
Zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe i dawkę magnezu, która według Dr. Oza pomaga naszemu ciału lepiej komunikować się z mózgiem.
2. Awokado
Nie tylko dobrze smakują np. w sałatkach, lecz jak twierdzi Dr. Ann Kulze to także porcja dobrych dla serca kwasów tłuszowych odpowiadających za właściwy przepływ krwi, co równa się dobrej pracy mózgu.
3. Borówki amerykańskie
Wiemy już, że to świetne antyoksydanty wpływające na proces starzenia się skóry, lecz mają one także inne działanie - pomagają zapobiegać takim chorobom jak Alzheimer i demencja.
4. Soczewica
Dr. Oz stawia ją przed wszystkimi innymi pokarmami. Dostarcza niezbędnej do właściwej pracy mózgu glukozy.
5. Nasiona Chia
Warto dodawać je do każdego posiłku.
Zawierają więcej antyoksydantów niż borówki, a także kwasy omega-3, poza wartościami odżwyczymi pomagają polepszyć komunikację między komórkami w mózgu.
6. Ryby
Rodzice mieli rację, ponieważ ryby są bogate w kwasy omega-3, przyspieszają funkcjonowanie mózgu. Dr Kulze poleca sardynki, śledzie i dzikie łososie.
7. Kawa
Jeśli szukasz wymówki, żeby ją wypić a nie powstrzymać się od tego, Dr. Oz daje ci ją: Pewne badanie wykazało, że kofeina w produktach kawowych ochrania mózg przed uszkodzeniem i trzyma od niego z daleka niechciane rzeczy.
1. Brazylijskie orzechy
Zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe i dawkę magnezu, która według Dr. Oza pomaga naszemu ciału lepiej komunikować się z mózgiem.
2. Awokado
Nie tylko dobrze smakują np. w sałatkach, lecz jak twierdzi Dr. Ann Kulze to także porcja dobrych dla serca kwasów tłuszowych odpowiadających za właściwy przepływ krwi, co równa się dobrej pracy mózgu.
3. Borówki amerykańskie
Wiemy już, że to świetne antyoksydanty wpływające na proces starzenia się skóry, lecz mają one także inne działanie - pomagają zapobiegać takim chorobom jak Alzheimer i demencja.
4. Soczewica
Dr. Oz stawia ją przed wszystkimi innymi pokarmami. Dostarcza niezbędnej do właściwej pracy mózgu glukozy.
5. Nasiona Chia
Warto dodawać je do każdego posiłku.
Zawierają więcej antyoksydantów niż borówki, a także kwasy omega-3, poza wartościami odżwyczymi pomagają polepszyć komunikację między komórkami w mózgu.
6. Ryby
Rodzice mieli rację, ponieważ ryby są bogate w kwasy omega-3, przyspieszają funkcjonowanie mózgu. Dr Kulze poleca sardynki, śledzie i dzikie łososie.
7. Kawa
Jeśli szukasz wymówki, żeby ją wypić a nie powstrzymać się od tego, Dr. Oz daje ci ją: Pewne badanie wykazało, że kofeina w produktach kawowych ochrania mózg przed uszkodzeniem i trzyma od niego z daleka niechciane rzeczy.
Włosy plecione niczym koszyk
Czy trend z pokazu Alexandra McQueena ma szansę się przyjąć?
Podczas pokazu wiosenno-letniej kolekcji domu mody Alexander McQueen zainteresowanie wzbudziły nie tylko kreacje zaprojektowane przez Sarę Burton. Uwagę przyciągnęły także nietypowe fryzury modelek.
Podczas pokazu wiosenno-letniej kolekcji domu mody Alexander McQueen zainteresowanie wzbudziły nie tylko kreacje zaprojektowane przez Sarę Burton. Uwagę przyciągnęły także nietypowe fryzury modelek.
Biżuteria z kredek ;)))
Dla wszystkich tych z Was, które kiedykolwiek zastanawiały się po co produkuje się kredki w kolorze białym, mamy wreszcie satysfakcjonującą odpowiedź!
Bo czy stworzenie kredkowego naszyjnika, nie wydaje Wam fantastycznym pomysłem? Wpadła na niego Ari z firmy Corazon de galleta.
Młoda projektantka stworzyła serię biżuterii stworzonej z kredek i włóczki.
Ceny kształtują się w granicach od 70 do 100 złotych.
Bo czy stworzenie kredkowego naszyjnika, nie wydaje Wam fantastycznym pomysłem? Wpadła na niego Ari z firmy Corazon de galleta.
Młoda projektantka stworzyła serię biżuterii stworzonej z kredek i włóczki.
Niecodzienną biżuterię możecie kupić na stronie etsy.com
Ceny kształtują się w granicach od 70 do 100 złotych.
wtorek, 26 października 2010
Kwiat paproci ODC. 3
4. Wybiła 16...
- Hej...
- Słuchaj nie chcę żeby to wyglądało jak w jakimś kiepskim filmie amerykańskim, ale... proszę...- i wręczył jej prezenty
- Dziękuję- i zaczęła się śmiac. Uwielbiała humor Liam'a, w tym się głównie zakochała...
- Przepraszam- powiedział i wyciągnął ręcę pt. "przytul"
- Ja ciebie też
I wtuliła się w Liama. Teraz czuła sie jak najszczęśliwsza osoba na świecie...
- To co? Może gdzieś pójdziemy?
- W kinie podobnież grają coś ciekawego...
- No to chodź!
I poszli w stronę przystanku, w końcu do kina mieli jakieś 4 przystanki...
Z kolei Juliett "nieco" spóźniła się na umówione spotkanie. Matthew już czekał. Jednak jej spóźnienie nie
wywarło na nim złej opinii... Tak po prostu. Trudno i tyle. W ręku trzymał czerwoną różę. W tym momencie, właśnie w tym. Jak tak sobie stał, w tej czarno- niebieskiej kurtce i jak jego ciutkę dłuższe włosy tak powiewały... Ona wtedy coś poczuła... Coś bardzo dziwnego. Tak ciepło jej się zrobiło i nagle nogi zaczęły się strząśc, gdy już do niego podchodziła jakiś głupi liśc podwinął się jej i ta potknęła się wpadając wprost na Matthew... Na szczęście złapał ją, bo gdyby go tam nie było... Bidulka wyladowałaby głową w fontanie, w wodzie... Gdy tylko zobaczyła co przed nią jest dostała oczy jak pięciozłotówki i... przytuliła się do Matthew. Tak po prostu. Nie wiadomo czemu... Może się wytraszyła...No nie wiadomo... Po jakiejś minucie uścisku odeszła kawałek...
- Dzięki... - powiedziała to tonem naprawdę przestraszonym...
- Nie ma za co... Proszę, róża dla ciebie.
- O, dzięki...- zaczerwieniała się i spięła, chociaż obiecała sobie że NIE!
I tak spacerowali gadają o wszytkim. Nauczycielach, szkole, kwiatach (?!), muzyce i jeszcze milion innych tematów im się powinął...w końcu 22.00, 21 nieodebranych i ciemnośc skłoniły Juliett to podjęcia decyzji że już musi iśc...
- To papa...
- Papa...
Juliett miała ochotę go pocałowac, on też... Jednak coś się stało że Julia po prostu dodała:
- Cmok, cmok i papa!
I odeszła...
5. Zmiana obrotu akcji...
Alex szła do szkoły w cudownym nastroju. W końcu było jakoś tak ciemno i padało. Wiedziała że będą musieli zapalic światła. Gdy jej dobry natrój sięgnął takiego poziomu że zaczęła się sama do siebie uśmiechac, coś, a właściwie ktoś jej go diametralnie zmienic na gorsze... Tym kimś był John, który obściskiwał się z jakąś dziewczyną stojąc w kółku z innych dziewczyn... Alex zachciało się płakac. Przyspieszyła tylko kroku i udała się do szatni. Była tam tylko Juliett siedzącą na ławce i patrząca się przed siebie z lekkim uśmieszkiem...
- Hej, a tobie co?
- Heeeeeej...Nic...
I na tym skończyło się... dziewczyny poszły na górę.
Pierwsza lekcja to tzn. wychowawcza. Wszysczy weszli do klasy chociaż pani jeszcze nie było. Juliett gapiła się na Matthew. Alex coś rysowała. Emily cała w skowronkach gadała z Liam'em. John gadał z Jennifer i Amber. Bella coś nerwowo pisała. Steve się na nią gapił.
To skrócony obraz Ic. Jednak weszła cała uśmiechnięta pani.
- Dzieńdobry szanowna młodzieży! Chcę wam kogoś przedstawic.- podeszła do drzwi.
Wszedł wysoki niebieskooki blondyn. Ubrany ( to głównie zainteresowało Alex) był w czarną bluze.
- Przedstaw się klasie- powiedziałam do skrajności słodka pani
- Cześc! Jestem Louis.
- No dobrze... Usiądź tam za dziewczynami. Tą blondynką z kręconymi włosami i tą brunetką.
- Ok
I poszedł na swoje miejsce. Alex była nim zachwycona. Jeszcze nie zdążył usiaśc a ta już:
- Hej, jestem Alex, a ty Louis. Miło mi Louis!- i uśmiechnęła się- ta tutaj to Juliett, ale jej nie przeszkadzam...- teraz zaczęła mówic na ucho- no wiesz... zakochała się...
- Aha...- i zaczął się śmiac.
Alex przegadała całą lekcję z "nowym". Nie tylko lekcję, ale też i cały dzień w szkole. Przedstawiała wszytkich, chodziła z nim po korytarzu. No wszystko! Nawet wyszła z nim pierwsza ze szkoły. Potem wyszedł Matthew. Stanął na boku, wyraźnie na kogoś czekając. W końcu wyszła Juliett. Znowu nie miał czapki i znowu jego włosy tak delikatnie powiewały... Stanęła w drzwiach. Ogarnęło ją paraliżujące uczucie... Nie mogła wykonac żadnego kroku. Dopiero wrzask Paula " No przesuń się!!!!" spowodował że przesunęła się o krok do przodu. Nagle przyszedł jej do głowy baaaardzo szalony pomysł. Pewnym krokiem ruszyła przed siebie, a dokładnie przed siebie w stronę Matthew. Podeszła do niego i... go pocałowała w usta. Tak po prostu. Po czym odeszła.Nawet się nie odwróciła, tylko wyprostowana ruszyła przed siebie.
Tymczasem u Alex była nieco inna sytuacja... Odkąt wróciła ze szkoły zaczęła pisac z Louisem ( już się wymienili numerami :))
" To może gdzieś w sobotę wyskoczymy?"
Emily siedziała na kanapie i nerwowo wcinała już 2 tabliczkę czekolady. Nie miała jednak swojej ulubionej, więc musiała się pocieszyc tą która była w szafce...Postanowiła że założy swoją ulubioną bluzkę. Może jej przyniesie szczęście. Z reguły Em w ogólnie się nie maluje, ale na tą specjalną okazję "pożyczyła" tusz mamy i się upiększyła. Założyła również zamiast zwykłej kurtki, niezwykłą kurtkę ( tzn Juliett nie widziała w niej nic nadzwyczajnego, no ale cóż...)- Taką czarną...Nałożyła jeszcze tylko buty, czapkę i pobiegła...
Z kolei u Juliett panowała zupełnie inna atmosfera, "trochę" bardziej szalona. Jej tata z mamą szykowali się na jakieś biurowe "coś", z kolei Juliett na spotkanie. W łazience kobiety dobijały się do lustra- wyglądało to komiczne...W końcu Juliett wypachniona, wymalowana i pięknie ubrana zeszła na dół. Założyła swój czarny płaszcz i buty na obcasie, wzięła fioletową torebkę i czym prędzej wyszła, cała zadowolona z siebie.
Pod wierzbą Liam już czekał z bukietem niebieskich kwiatków ( ulubionych Emily) i czekoladą ( również ulubioną). Był wyraźnie spięty. Gdy tylko ją zobaczył podniósł się na równe nogi:
- O hej!- Hej...
- Słuchaj nie chcę żeby to wyglądało jak w jakimś kiepskim filmie amerykańskim, ale... proszę...- i wręczył jej prezenty
- Dziękuję- i zaczęła się śmiac. Uwielbiała humor Liam'a, w tym się głównie zakochała...
- Przepraszam- powiedział i wyciągnął ręcę pt. "przytul"
- Ja ciebie też
I wtuliła się w Liama. Teraz czuła sie jak najszczęśliwsza osoba na świecie...
- To co? Może gdzieś pójdziemy?
- W kinie podobnież grają coś ciekawego...
- No to chodź!
I poszli w stronę przystanku, w końcu do kina mieli jakieś 4 przystanki...
Z kolei Juliett "nieco" spóźniła się na umówione spotkanie. Matthew już czekał. Jednak jej spóźnienie nie
wywarło na nim złej opinii... Tak po prostu. Trudno i tyle. W ręku trzymał czerwoną różę. W tym momencie, właśnie w tym. Jak tak sobie stał, w tej czarno- niebieskiej kurtce i jak jego ciutkę dłuższe włosy tak powiewały... Ona wtedy coś poczuła... Coś bardzo dziwnego. Tak ciepło jej się zrobiło i nagle nogi zaczęły się strząśc, gdy już do niego podchodziła jakiś głupi liśc podwinął się jej i ta potknęła się wpadając wprost na Matthew... Na szczęście złapał ją, bo gdyby go tam nie było... Bidulka wyladowałaby głową w fontanie, w wodzie... Gdy tylko zobaczyła co przed nią jest dostała oczy jak pięciozłotówki i... przytuliła się do Matthew. Tak po prostu. Nie wiadomo czemu... Może się wytraszyła...No nie wiadomo... Po jakiejś minucie uścisku odeszła kawałek...
- Dzięki... - powiedziała to tonem naprawdę przestraszonym...
- Nie ma za co... Proszę, róża dla ciebie.
- O, dzięki...- zaczerwieniała się i spięła, chociaż obiecała sobie że NIE!
I tak spacerowali gadają o wszytkim. Nauczycielach, szkole, kwiatach (?!), muzyce i jeszcze milion innych tematów im się powinął...w końcu 22.00, 21 nieodebranych i ciemnośc skłoniły Juliett to podjęcia decyzji że już musi iśc...
- To papa...
- Papa...
Juliett miała ochotę go pocałowac, on też... Jednak coś się stało że Julia po prostu dodała:
- Cmok, cmok i papa!
I odeszła...
5. Zmiana obrotu akcji...
Alex szła do szkoły w cudownym nastroju. W końcu było jakoś tak ciemno i padało. Wiedziała że będą musieli zapalic światła. Gdy jej dobry natrój sięgnął takiego poziomu że zaczęła się sama do siebie uśmiechac, coś, a właściwie ktoś jej go diametralnie zmienic na gorsze... Tym kimś był John, który obściskiwał się z jakąś dziewczyną stojąc w kółku z innych dziewczyn... Alex zachciało się płakac. Przyspieszyła tylko kroku i udała się do szatni. Była tam tylko Juliett siedzącą na ławce i patrząca się przed siebie z lekkim uśmieszkiem...
- Hej, a tobie co?
- Heeeeeej...Nic...
I na tym skończyło się... dziewczyny poszły na górę.
Pierwsza lekcja to tzn. wychowawcza. Wszysczy weszli do klasy chociaż pani jeszcze nie było. Juliett gapiła się na Matthew. Alex coś rysowała. Emily cała w skowronkach gadała z Liam'em. John gadał z Jennifer i Amber. Bella coś nerwowo pisała. Steve się na nią gapił.
To skrócony obraz Ic. Jednak weszła cała uśmiechnięta pani.
- Dzieńdobry szanowna młodzieży! Chcę wam kogoś przedstawic.- podeszła do drzwi.
Wszedł wysoki niebieskooki blondyn. Ubrany ( to głównie zainteresowało Alex) był w czarną bluze.
- Przedstaw się klasie- powiedziałam do skrajności słodka pani
- Cześc! Jestem Louis.
- No dobrze... Usiądź tam za dziewczynami. Tą blondynką z kręconymi włosami i tą brunetką.
- Ok
I poszedł na swoje miejsce. Alex była nim zachwycona. Jeszcze nie zdążył usiaśc a ta już:
- Hej, jestem Alex, a ty Louis. Miło mi Louis!- i uśmiechnęła się- ta tutaj to Juliett, ale jej nie przeszkadzam...- teraz zaczęła mówic na ucho- no wiesz... zakochała się...
- Aha...- i zaczął się śmiac.
Alex przegadała całą lekcję z "nowym". Nie tylko lekcję, ale też i cały dzień w szkole. Przedstawiała wszytkich, chodziła z nim po korytarzu. No wszystko! Nawet wyszła z nim pierwsza ze szkoły. Potem wyszedł Matthew. Stanął na boku, wyraźnie na kogoś czekając. W końcu wyszła Juliett. Znowu nie miał czapki i znowu jego włosy tak delikatnie powiewały... Stanęła w drzwiach. Ogarnęło ją paraliżujące uczucie... Nie mogła wykonac żadnego kroku. Dopiero wrzask Paula " No przesuń się!!!!" spowodował że przesunęła się o krok do przodu. Nagle przyszedł jej do głowy baaaardzo szalony pomysł. Pewnym krokiem ruszyła przed siebie, a dokładnie przed siebie w stronę Matthew. Podeszła do niego i... go pocałowała w usta. Tak po prostu. Po czym odeszła.Nawet się nie odwróciła, tylko wyprostowana ruszyła przed siebie.
Tymczasem u Alex była nieco inna sytuacja... Odkąt wróciła ze szkoły zaczęła pisac z Louisem ( już się wymienili numerami :))
" To może gdzieś w sobotę wyskoczymy?"
"Pewnie, bardzo chętnie. Szczegóły jutro w budzie"
A z kolei Juliett otrzymała innego SMS-a:
' Czy ty dzisiaj do mnie podeszłaś i mnie pocałowałaś...?"
Julia długo zastanawiała się co mu odpisac w końcu wyskrobała marne:
"Tak..."
" Twoje usta cudownie smakują"
Gdy to przeczytała zaczęło kręcic w głowie...
* Co z Paulem? ( Juliett)
* Co z Johnem? ( Alex)'
* Co z nowymi tipsami? ( Jennifer)
* Co w sobotę porobic z Liamem? ( Emily)
No właśnie... CO????
PS. Na zdjęciu Louis ;)
niedziela, 24 października 2010
Kwiat paproci ODC.2
3. Słuchaj... musimy pogadac...
Po całym zdarzeniu wszyscy zapomnieli gdy tylko zadzwonił dzwonek na lekcje. Dzwonek na lekcje zawsze symbolizował 45-minutową katorgę, stres i nadzieje iż łaskawie nikt nie zapyta... Dziewczyny miały tak samo... No może z wyjątkiem Nicolle która zawsze była przygotowana... Przyjaciółki nie przepadałay za nią- zawsze przypominała nauczycielom o kartkówkach, o pytaniu, ewentualnie o sprawdzeniu pracy domowej. Tak wpadła już Emily, która zamiast skupic się na kartkówce myślała o kłótni z Liamem. Nie lubiła się z nim kłócic- zawsze potem żałowała i miała wrażenie że to koniec. Teraz jednak było inaczej- poleciało kilka niemiłych dla nich słów, kilka obelg, wyrzucili z siebie co im się w sobie nie podoba... Przez to Liam siedzący 3 ławki przed nią, nawet się nie odwrócił! Nie napisał żadnego liściku, nie próbował nic powiedziec- NO NIC! I kto tu by myślał o jakiś tam bakteriach!- no na pewno nie Emily...
- Emily!!!- nauczycielka była wyraźnie wkurzona.
- Hę? Ja?
- Tak ty- powiedziała tonem który nie wróżył nic dobrego- czy ty mi powiesz kiedy się zaczniesz uczyc? To już twoja druga jedynka na dwie oceny! Co ty sobie wyobrażasz?!
- Przepraszam- obojętnym tonem odparła "Em" wciąż będą myślami wczoraj w jego pokoju- miejscu kłótni...
I tak zleciała biologia. Po dzwonku Emily specjalnie długo się pakowała, aby wyjśc razem z Liamem który zawsze również wychodził ostatni. Jednak nie zatrzymał się, poszedł. Ale było widac że chciał z nią pogadac- to czemu nie pogadał. Spojrzał tylko na Emily smutnym wzrokiem, zrobił krok w jej stronę i... Cofnął się i wyszedł. W oczach stanęły jej łzy- ale nie! Nie popłakała się, przecież jest twarda! Musi to udowodnic chociaż samej sobie.
Sala opustoszała została tylko Emily siedząca na krześle i patrząca się pustym wzrokiem w ścianę. Obudził ją dzwonek na następną lekcje. Matko, następna lekcja to W-F!!! Zerwała się jak oparzona wpadając po drodze do szatni na Liama- spojrzała błagalnym spojrzeniem, ale nic z tego odwrócił się i poszedł w swoją stronę... Przestała biec. Zaczęła iśc, pomału, pomalutku na w-f. W oddali słyszała różne śmiechy, rozmowy, jakies dwie dziewczyny się kłóciły. Nie robiło jej to różnicy, ona szła jakby niekończącym się korytarzem rozmyślając co ma zrobic by było jak dawniej... Właśnie- jak dawniej...
W szatni nikogo nie było. Dziewczyny już cwiczyły. Na lekcji grały w siatkówkę- sportu który Emily szczerze nienawidziła. Wymyśliła że zgłosi nieprzygotowanie. Jednak jej dziwny wyraz twarzy sprawił że Alex zaświeciło się czerwone światełko w głowie. Na lekcji nie było jak, więc wymyśliła że pogada z nią na przerwie.
Juliett za to szczerze kochała siatkę, chodziła nawet po lekcjach na treningi. I dostała zadanie pt." Juliett, naucz Jennifer serwowac" Gdy z kolei ta to usłyszała spojrzała na swoją niedoszłą nauczycielkę i zaserwowała z całej pety prosto na linię boiska. Aby się upwenic czy nie udaje kazała jej zrobic jeszcze jedną i jeszcze jedną- tak 23 razy. Ostatniego razu Jennifer nie trafiła w pilę tylko w drabinki łamiąc przy tym 3 tipsy. Wściekła coś syknęła pod nosem i z trzaskiem dzwi wyszła pewnym krokiem z sali.
Po lekcji pierwsza przebrała się Juliett. Spieszyła się bo postanowiła sobie pogadac dzisiaj z Paulem. Udała sie na górę pod salę od polskiego, rozejrzała się i... nic. Paula nie było, a ponieważ Julia była zmęczona po W-F usiadła tylko pod salą, biorąc nogi do siebie i smutnym wzrokiem patrzyła na ludzi przechodzących obok niej.
- Hej, Juliett- żywo zaczął Matthew
-Hej... - zgasiła emocje- skąd tu się wziałeś?
- Usiadłem obok ciebie bo taka jakaś smutna jesteś. Coś się stało?
- Nie... nie nie... ja tak poprostu...- obojętnym tonem puściła kłamstwo Juliett
- Na pewno?- nie dawał za wygraną
- Na pewno- Juliett zaczynała się złościc...
- Skoro tak mówisz... Słuchaj... no ten.... czy ty coś dzisiaj robisz popołudniu?... To znaczy... yyyyy... masz jakieś plany?
- Nie, a co?
- Słuchaj może chce isc na ten no... yyyy... s-s-spacer?
- Ech... chyba nie mam co liczyc na cud... No dobra... niech ci bedzie... tylko o której i gdzie?
- Może o 16, jeszcze widno będzie i może... Koło fontanny?
- Ok
W tym momencie zadzwonił dzwonek. Julliett stanęła pod salą. Podeszły pozostałe dziewczyny- przestraszona Alex, zapłakana Emily, pewne siebie Jennifer Amber i Tiffany oraz wesoła Nicolle.Polonistka szybko przyszła, zresztą jak zwykle. Uważała że lekcja polskiego powinna trwac półtorej godziny, aby nauczyc ich kultury... Wszyscy grzecznie weszli do klasy i zajęli swoje miejsca.
Nauczycielka jak zwykle prznynudzała. Emily wciąż nie spuszczała wzroku od Liama, który wiercił się na miejscu jakby miał owsiki... W pewnym momencie schylił się i znów podniósł. Odwrócił się i podał jakąś karteczkę, która powędrowała do Emily. Ta miętliła ją w rękach i wygladała jakby bała się ją otworzyc... W końcy rozłożyła. Było na niej napisane:
" Emily, musimy pogadac. O 16 pod naszą wierzbą, proszę przyjdź. Liam"
Złożyła karteczkę spowrotem i włożyła ją do piórnika.
Po całym zdarzeniu wszyscy zapomnieli gdy tylko zadzwonił dzwonek na lekcje. Dzwonek na lekcje zawsze symbolizował 45-minutową katorgę, stres i nadzieje iż łaskawie nikt nie zapyta... Dziewczyny miały tak samo... No może z wyjątkiem Nicolle która zawsze była przygotowana... Przyjaciółki nie przepadałay za nią- zawsze przypominała nauczycielom o kartkówkach, o pytaniu, ewentualnie o sprawdzeniu pracy domowej. Tak wpadła już Emily, która zamiast skupic się na kartkówce myślała o kłótni z Liamem. Nie lubiła się z nim kłócic- zawsze potem żałowała i miała wrażenie że to koniec. Teraz jednak było inaczej- poleciało kilka niemiłych dla nich słów, kilka obelg, wyrzucili z siebie co im się w sobie nie podoba... Przez to Liam siedzący 3 ławki przed nią, nawet się nie odwrócił! Nie napisał żadnego liściku, nie próbował nic powiedziec- NO NIC! I kto tu by myślał o jakiś tam bakteriach!- no na pewno nie Emily...
- Emily!!!- nauczycielka była wyraźnie wkurzona.
- Hę? Ja?
- Tak ty- powiedziała tonem który nie wróżył nic dobrego- czy ty mi powiesz kiedy się zaczniesz uczyc? To już twoja druga jedynka na dwie oceny! Co ty sobie wyobrażasz?!
- Przepraszam- obojętnym tonem odparła "Em" wciąż będą myślami wczoraj w jego pokoju- miejscu kłótni...
I tak zleciała biologia. Po dzwonku Emily specjalnie długo się pakowała, aby wyjśc razem z Liamem który zawsze również wychodził ostatni. Jednak nie zatrzymał się, poszedł. Ale było widac że chciał z nią pogadac- to czemu nie pogadał. Spojrzał tylko na Emily smutnym wzrokiem, zrobił krok w jej stronę i... Cofnął się i wyszedł. W oczach stanęły jej łzy- ale nie! Nie popłakała się, przecież jest twarda! Musi to udowodnic chociaż samej sobie.
Sala opustoszała została tylko Emily siedząca na krześle i patrząca się pustym wzrokiem w ścianę. Obudził ją dzwonek na następną lekcje. Matko, następna lekcja to W-F!!! Zerwała się jak oparzona wpadając po drodze do szatni na Liama- spojrzała błagalnym spojrzeniem, ale nic z tego odwrócił się i poszedł w swoją stronę... Przestała biec. Zaczęła iśc, pomału, pomalutku na w-f. W oddali słyszała różne śmiechy, rozmowy, jakies dwie dziewczyny się kłóciły. Nie robiło jej to różnicy, ona szła jakby niekończącym się korytarzem rozmyślając co ma zrobic by było jak dawniej... Właśnie- jak dawniej...
W szatni nikogo nie było. Dziewczyny już cwiczyły. Na lekcji grały w siatkówkę- sportu który Emily szczerze nienawidziła. Wymyśliła że zgłosi nieprzygotowanie. Jednak jej dziwny wyraz twarzy sprawił że Alex zaświeciło się czerwone światełko w głowie. Na lekcji nie było jak, więc wymyśliła że pogada z nią na przerwie.
Juliett za to szczerze kochała siatkę, chodziła nawet po lekcjach na treningi. I dostała zadanie pt." Juliett, naucz Jennifer serwowac" Gdy z kolei ta to usłyszała spojrzała na swoją niedoszłą nauczycielkę i zaserwowała z całej pety prosto na linię boiska. Aby się upwenic czy nie udaje kazała jej zrobic jeszcze jedną i jeszcze jedną- tak 23 razy. Ostatniego razu Jennifer nie trafiła w pilę tylko w drabinki łamiąc przy tym 3 tipsy. Wściekła coś syknęła pod nosem i z trzaskiem dzwi wyszła pewnym krokiem z sali.
Po lekcji pierwsza przebrała się Juliett. Spieszyła się bo postanowiła sobie pogadac dzisiaj z Paulem. Udała sie na górę pod salę od polskiego, rozejrzała się i... nic. Paula nie było, a ponieważ Julia była zmęczona po W-F usiadła tylko pod salą, biorąc nogi do siebie i smutnym wzrokiem patrzyła na ludzi przechodzących obok niej.
- Hej, Juliett- żywo zaczął Matthew
-Hej... - zgasiła emocje- skąd tu się wziałeś?
- Usiadłem obok ciebie bo taka jakaś smutna jesteś. Coś się stało?
- Nie... nie nie... ja tak poprostu...- obojętnym tonem puściła kłamstwo Juliett
- Na pewno?- nie dawał za wygraną
- Na pewno- Juliett zaczynała się złościc...
- Skoro tak mówisz... Słuchaj... no ten.... czy ty coś dzisiaj robisz popołudniu?... To znaczy... yyyyy... masz jakieś plany?
- Nie, a co?
- Słuchaj może chce isc na ten no... yyyy... s-s-spacer?
- Ech... chyba nie mam co liczyc na cud... No dobra... niech ci bedzie... tylko o której i gdzie?
- Może o 16, jeszcze widno będzie i może... Koło fontanny?
- Ok
W tym momencie zadzwonił dzwonek. Julliett stanęła pod salą. Podeszły pozostałe dziewczyny- przestraszona Alex, zapłakana Emily, pewne siebie Jennifer Amber i Tiffany oraz wesoła Nicolle.Polonistka szybko przyszła, zresztą jak zwykle. Uważała że lekcja polskiego powinna trwac półtorej godziny, aby nauczyc ich kultury... Wszyscy grzecznie weszli do klasy i zajęli swoje miejsca.
Nauczycielka jak zwykle prznynudzała. Emily wciąż nie spuszczała wzroku od Liama, który wiercił się na miejscu jakby miał owsiki... W pewnym momencie schylił się i znów podniósł. Odwrócił się i podał jakąś karteczkę, która powędrowała do Emily. Ta miętliła ją w rękach i wygladała jakby bała się ją otworzyc... W końcy rozłożyła. Było na niej napisane:
" Emily, musimy pogadac. O 16 pod naszą wierzbą, proszę przyjdź. Liam"
Złożyła karteczkę spowrotem i włożyła ją do piórnika.
piątek, 22 października 2010
Kwiat paproci. ODC. 1
1. Od tego się zaczęło...
Jennifer z Amber i Tiffany wyszły jako ostatnie z szatni. Zawsze wychodziły ostatnie z dwóch powodów.
1. Amber- zawsze musiała najpierw "pogadac" z chłopakami i dopiero jak wszyscy wyszli zaczynała sie ubierac.
2. Tiffany- krótko mówiąc- makijaż... zawsze musiała go tam robic...
I tak Jennifer zawsze musiała przygotowac się na conajmniej pół-godzinne czekanie, no ale przecież przyjaźń z Amber i "Tiff" była tego warta! Zaczynała uchodzic na gwiazdę szkoły- tym bardziej że ostatnio baaaardzo schudła.
- No to dziewczyny! Idziemy?- powiedziała piskliwym głosikiem Amber.
- Tak! Chodźmy!
I tak wyszły z tego niezwykle ciasnego powieszczenia nazwanego "szatnia Ic". Udając się w stronę drzwi czuły się coraz lepiej. W końcu przestawało tam tak śmierdziec tą zgnilizną... Na schodach wejściowych do szkoły wykonały swój specyficzny gest. Polegał on na tym :
" Amber na cały regulator wydarła się słynnym "u-u-u-u",a pozostałe dziewczyny składały usta w dziubek, dodykały się z Amber palcami i wydzierały się "mrauuuu".
Gest wykonany, można iśc do domu, do gg. Pogadac- o tym w co się ubrac, jak umalowac, na kim oko "uwiesic" (tekst Amber)...
- Hej... - wściekle zaczęła Juliett wyrywając Jennifer z pychy...
- Hej... - Jennifer nauczona przez Amber automatycznie zaatakowała Juliett- A ty czego znowu ode mnie chcesz?! Znowu ci się cos nie podoba?!
- Tak- Juliett zachowała spokój- chcę z tobą pogadac, ale chodźmy w nasze miejsce...
Ich miejsce mieści się w parku, ale na uboczu. Mało kto tam zaglądał. Ławeczka była już właściwie w lesie, obok był mały staw. Z kolei żeby dostac się na nią trzeba było sie wdrapac na górę...
- A czy to konieczne? Miałam iśc do fryzjera...- arogancko odparła Jennifer.
- Tak, konieczne... - przez zaciśnięte zęby powiedziała Juliett, widac było że przestaje panowac nad złością...
- No dobra...- jakby zmęczona życiem Jennifer odparła i poszła z Juliett.
Ze szkoły na ławeczkę miały jakieś 15 min drogi normalnego "chodu". Całą drogę nie odezwały się do siebie. Juliett patrzyła wciąż na stopy, z kolei Jennifer, w bok- oczywiście w drugi, byle tylko nie patrzec na Juliett. Wyglądały komicznie!- jak dwa obrazone na siebie dzieciaki, które zabrały sobie lizaczka... Gdy już dotarły ostro zaczęła Juliett:
- Co ty kretynko wyprawiasz?!
- O co ci chodzi?!- wciąż z arogancją w głosie odparła Jennifer.
- Doskonale wiesz o co mi chodzi! Co ty z siebie robisz?! Jakbyś chciała wiedziec ja takiej spódniczki bym nawet na dyskotekę nie założyła...
- Nie podoba ci się, to można łagodniej- Jennifer była coraz bardzie wkurzająca.
- Nie chodzi mi o spódniczkę! Chodzi mi o ciebie! Podobno do liceum ida dojrzałe 16 latki, a ty z dziecinniałaś! Zachowujesz się jak dzi... jak... no... jakaś zadufana w sobie panna!
- Dokończ co chciałas dokończyc... Jak...?
I w tym momencie Juliett wypluła z siebie troszkę za dużo...
- Jak dziwka! Klepisz się do chłopaków, nosisz miniówki... Dziewczyno! Co się z tobą dzieje?!
- Nie twoja sprawa i nie tym tonem!!! - wkurzyła się Jennifer.
- Słuchaj, nie chcę miec takiej przyjaciółki! Zrywam z tobą przyjaźń!
- A zrywaj! Mnie to gówno obchodzi! A teraz- sorry- śpieszę sie do fryzjera...
Wściekła Jennifer poszła dumnym krokiem w swoich nowych szpilkach przed siebie, a jeszcze bardziej wściekła Juliett została sama ze sobą...
2. No przecież to JEJ wina...
Nazajutrz w szkole szatnia była jeszcze zamknięta. Przyszła tylko Emily z Liamem przed czasem i czekali na otwarcie. Czekali i czekali aż w końcu szatniarka ulitowała sie nad nimi.
- Chodźcie! Ile można stac na zewnątrz?
I tak zaczęły napływac następne osoby. Zaraz po nich przyszedł Matthew z Paulem. Natępnie Juliett. Gdy tylko Matthew ja zobaczył jak ożywiony powiedział:
- Hej, Juliett!!!
- Hej - cicho, jakby obrażona Juliett odparła...
Ale trzeba powiedziec że dostała porażenia jak zobaczyła stojącego pod ścianą Paula.
- O hej, Paul!!! Nie zauważyłam cię... Co tam u ciebie?- rozpromieniona Juliett nie zauważyła miedy weszła Jennifer z koleżaneczkami... i tego że przybity Matthew wymknął się i poszedł pod salę...
- Hej, spoko. - odparł tonem tak obojętnym, że od razu zbił Juliett z ochoty podrywu...
Idąc na górę Tiffany "przypadkowo" szturchnęła Juliett plecakiem z całej siły i tak poleciała na podłogę runąc jak długa i brudząc swoją promienną twarz błotem który kto najwyraźniej wniósł wraz z sobą. Tak się stało że akurat wchodziła Alex. Podbiegła do Juliett z zapytaniem ( miała najwyraźniej dobry humor):
- A ty co mi tu fikołki fikasz?- tym tekstem Alex pogrążyła Juliett jeszcze bardziej i wszyscy z szoku i milczenia wpadli w szał śmiechu.
Wszędzie te wstrętne "hihi" i "haha" doprowadziły delikatną Juliett do łez. Najbardziej jednak to, że najgłośniej śmiał się Paul... Zapłakana '' Julia'' pobiegła przed siebie wprost do damskiej toalety, a tam zamykając się na klucz w kibelku. Tylko tam mogła popłakac. Wyjęła z torby wacik, mleczko co demakijażu i lusterko. Umyła się, otzrepała bluzkę i wyszła dumna jak paw z toalety znów promieniejąc. Po drodze zauważyła że będzie musiała przejśc obok Isabelle. Bała jej się, ale nie mogła przecież zawrócic i iśc okrężną drogą... Idąc obok niej usłyszała:
- Jesteś dzielna...
- Dzięki- i cała zakłopotana udałą się pod swoją salę.
Doszła paczka Amber i gdy tylko zauważyły Juliett oniemiały... Juliett wyglądała perfekcyjnie... "Jak to zrobiła w 40 sek?"- biła się z myślami Amber. Juliett kątem oka zauważyła tylko jak Bella rzuca przeszywające spojrzenie Jennifer...
Alex- ratowniczka wszelkich relacji międzyludzkich- wzięła z całej siły Jennifer za rękę i podprowadziła do Juliett. Stanęła między nimi i zaczęła...
- Co to ma byc? Pokłóciłyście się?!
- Nie.... zerwałyśmy wszelkie kontakty. Ona nie jest moją przyjaciółką.- odparła ze wściekłościa w głosie "Jen".
- Tak, nie przyjaźnimy się.- dodała Juliett
- Nie dodawaj za mnie!!!- agresywnie już dodała Jennifer.
- To twoja wina! Więc mogę...
- Dziewczyny... - na razie spokojnie...
- Alex, to jej wina, prawda?!
- Uspokójcie się i przemyślcie to co przed chwilą odwaliłyście- czyli darłyście sie na środku korytarza wyzywając na siebie wszelkiego rodzaju obelgi...
Rzeczywiście... znalazły się na samym środku korytarza... Tylko JAK??!! Skoro Juliett stała przy ścianie... Dziwne...
Jennifer z Amber i Tiffany wyszły jako ostatnie z szatni. Zawsze wychodziły ostatnie z dwóch powodów.
1. Amber- zawsze musiała najpierw "pogadac" z chłopakami i dopiero jak wszyscy wyszli zaczynała sie ubierac.
2. Tiffany- krótko mówiąc- makijaż... zawsze musiała go tam robic...
I tak Jennifer zawsze musiała przygotowac się na conajmniej pół-godzinne czekanie, no ale przecież przyjaźń z Amber i "Tiff" była tego warta! Zaczynała uchodzic na gwiazdę szkoły- tym bardziej że ostatnio baaaardzo schudła.
- No to dziewczyny! Idziemy?- powiedziała piskliwym głosikiem Amber.
- Tak! Chodźmy!
I tak wyszły z tego niezwykle ciasnego powieszczenia nazwanego "szatnia Ic". Udając się w stronę drzwi czuły się coraz lepiej. W końcu przestawało tam tak śmierdziec tą zgnilizną... Na schodach wejściowych do szkoły wykonały swój specyficzny gest. Polegał on na tym :
" Amber na cały regulator wydarła się słynnym "u-u-u-u",a pozostałe dziewczyny składały usta w dziubek, dodykały się z Amber palcami i wydzierały się "mrauuuu".
Gest wykonany, można iśc do domu, do gg. Pogadac- o tym w co się ubrac, jak umalowac, na kim oko "uwiesic" (tekst Amber)...
- Hej... - wściekle zaczęła Juliett wyrywając Jennifer z pychy...
- Hej... - Jennifer nauczona przez Amber automatycznie zaatakowała Juliett- A ty czego znowu ode mnie chcesz?! Znowu ci się cos nie podoba?!
- Tak- Juliett zachowała spokój- chcę z tobą pogadac, ale chodźmy w nasze miejsce...
Ich miejsce mieści się w parku, ale na uboczu. Mało kto tam zaglądał. Ławeczka była już właściwie w lesie, obok był mały staw. Z kolei żeby dostac się na nią trzeba było sie wdrapac na górę...
- A czy to konieczne? Miałam iśc do fryzjera...- arogancko odparła Jennifer.
- Tak, konieczne... - przez zaciśnięte zęby powiedziała Juliett, widac było że przestaje panowac nad złością...
- No dobra...- jakby zmęczona życiem Jennifer odparła i poszła z Juliett.
Ze szkoły na ławeczkę miały jakieś 15 min drogi normalnego "chodu". Całą drogę nie odezwały się do siebie. Juliett patrzyła wciąż na stopy, z kolei Jennifer, w bok- oczywiście w drugi, byle tylko nie patrzec na Juliett. Wyglądały komicznie!- jak dwa obrazone na siebie dzieciaki, które zabrały sobie lizaczka... Gdy już dotarły ostro zaczęła Juliett:
- Co ty kretynko wyprawiasz?!
- O co ci chodzi?!- wciąż z arogancją w głosie odparła Jennifer.
- Doskonale wiesz o co mi chodzi! Co ty z siebie robisz?! Jakbyś chciała wiedziec ja takiej spódniczki bym nawet na dyskotekę nie założyła...
- Nie podoba ci się, to można łagodniej- Jennifer była coraz bardzie wkurzająca.
- Nie chodzi mi o spódniczkę! Chodzi mi o ciebie! Podobno do liceum ida dojrzałe 16 latki, a ty z dziecinniałaś! Zachowujesz się jak dzi... jak... no... jakaś zadufana w sobie panna!
- Dokończ co chciałas dokończyc... Jak...?
I w tym momencie Juliett wypluła z siebie troszkę za dużo...
- Jak dziwka! Klepisz się do chłopaków, nosisz miniówki... Dziewczyno! Co się z tobą dzieje?!
- Nie twoja sprawa i nie tym tonem!!! - wkurzyła się Jennifer.
- Słuchaj, nie chcę miec takiej przyjaciółki! Zrywam z tobą przyjaźń!
- A zrywaj! Mnie to gówno obchodzi! A teraz- sorry- śpieszę sie do fryzjera...
Wściekła Jennifer poszła dumnym krokiem w swoich nowych szpilkach przed siebie, a jeszcze bardziej wściekła Juliett została sama ze sobą...
2. No przecież to JEJ wina...
Nazajutrz w szkole szatnia była jeszcze zamknięta. Przyszła tylko Emily z Liamem przed czasem i czekali na otwarcie. Czekali i czekali aż w końcu szatniarka ulitowała sie nad nimi.
- Chodźcie! Ile można stac na zewnątrz?
I tak zaczęły napływac następne osoby. Zaraz po nich przyszedł Matthew z Paulem. Natępnie Juliett. Gdy tylko Matthew ja zobaczył jak ożywiony powiedział:
- Hej, Juliett!!!
- Hej - cicho, jakby obrażona Juliett odparła...
Ale trzeba powiedziec że dostała porażenia jak zobaczyła stojącego pod ścianą Paula.
- O hej, Paul!!! Nie zauważyłam cię... Co tam u ciebie?- rozpromieniona Juliett nie zauważyła miedy weszła Jennifer z koleżaneczkami... i tego że przybity Matthew wymknął się i poszedł pod salę...
- Hej, spoko. - odparł tonem tak obojętnym, że od razu zbił Juliett z ochoty podrywu...
Idąc na górę Tiffany "przypadkowo" szturchnęła Juliett plecakiem z całej siły i tak poleciała na podłogę runąc jak długa i brudząc swoją promienną twarz błotem który kto najwyraźniej wniósł wraz z sobą. Tak się stało że akurat wchodziła Alex. Podbiegła do Juliett z zapytaniem ( miała najwyraźniej dobry humor):
- A ty co mi tu fikołki fikasz?- tym tekstem Alex pogrążyła Juliett jeszcze bardziej i wszyscy z szoku i milczenia wpadli w szał śmiechu.
Wszędzie te wstrętne "hihi" i "haha" doprowadziły delikatną Juliett do łez. Najbardziej jednak to, że najgłośniej śmiał się Paul... Zapłakana '' Julia'' pobiegła przed siebie wprost do damskiej toalety, a tam zamykając się na klucz w kibelku. Tylko tam mogła popłakac. Wyjęła z torby wacik, mleczko co demakijażu i lusterko. Umyła się, otzrepała bluzkę i wyszła dumna jak paw z toalety znów promieniejąc. Po drodze zauważyła że będzie musiała przejśc obok Isabelle. Bała jej się, ale nie mogła przecież zawrócic i iśc okrężną drogą... Idąc obok niej usłyszała:
- Jesteś dzielna...
- Dzięki- i cała zakłopotana udałą się pod swoją salę.
Doszła paczka Amber i gdy tylko zauważyły Juliett oniemiały... Juliett wyglądała perfekcyjnie... "Jak to zrobiła w 40 sek?"- biła się z myślami Amber. Juliett kątem oka zauważyła tylko jak Bella rzuca przeszywające spojrzenie Jennifer...
Alex- ratowniczka wszelkich relacji międzyludzkich- wzięła z całej siły Jennifer za rękę i podprowadziła do Juliett. Stanęła między nimi i zaczęła...
- Co to ma byc? Pokłóciłyście się?!
- Nie.... zerwałyśmy wszelkie kontakty. Ona nie jest moją przyjaciółką.- odparła ze wściekłościa w głosie "Jen".
- Tak, nie przyjaźnimy się.- dodała Juliett
- Nie dodawaj za mnie!!!- agresywnie już dodała Jennifer.
- To twoja wina! Więc mogę...
- Dziewczyny... - na razie spokojnie...
- Alex, to jej wina, prawda?!
- Uspokójcie się i przemyślcie to co przed chwilą odwaliłyście- czyli darłyście sie na środku korytarza wyzywając na siebie wszelkiego rodzaju obelgi...
Rzeczywiście... znalazły się na samym środku korytarza... Tylko JAK??!! Skoro Juliett stała przy ścianie... Dziwne...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




